A ja sobie idę i wybijam takt
I czuję się wolny, wolny jak ptak
I wiem, że mi więcej do szczęścia nie trzeba
Prócz dachu nad głową i kromki chleba

Powyższy fragment piosenki “Idę” zespołu “Dom o Zielonych Progach” niech posłuży za najlepszy wstęp w sentymentalną podróż poprzez wspomnienia z mojego samotnego przejścia połowy niebieskiego szlaku Rzeszów – Grybów.

Wzloty i upadki

Szlak pokonałem w trzech podejściach:

  • Grybów → Wysowa-Zdrój (1 dzień “akcji górskiej” + 2 dni “dojazdowe”)
  • Ustrzyki Górne → Nowy Łupków (3+2 dni)
  • Nowy Łupków → Wysowa-Zdrój (5+2 dni)

Pierwotny plan zakładał wariant “5+2” z Grybowa. Czemu się tak nie stało? Najpierw dopadła mnie niepozorna kontuzja, a następnie 1 dzień załamania pogody, który wymusił odwrót (oba wątki rozwinę w dalszej części relacji). Z perspektywy czasu jestem przekonany, że te problemy udało mi się przekuć na sukces:

  • wybrałem możliwie najlepsze “okna pogodowe” (na 9 dni wędrówki tylko 1 był deszczowy)
  • zmieniłem kierunek przejścia na przyjemniejszy (tandencja zejściowa) i bardziej optymalny komunikacyjnie
  • mogłem korygować niedociągnięcia w ekwipunku