Dzień 1 – pakowanie

Wieczór. Nadeszła upragniona chwila – plecak spakowany w 100%. Dźwigam z gleby. K…a, a miało być “na lekko”. Stawiam 45-litrowy “kredens” na wadze łazienkowej i na mym czole pojawia się pierwsza kropla potu – licznik zatrzymuje się w okolicach 16kg. Jak dołożę 3,5L wody, to ciężar poszybuje w okolice 20kg. Prowiant na 5 dni i niezależność noclegowa zbiera żniwo. Padam na łóżko i zasypiam ciężkim snem.

Dzień 2 – dojazd

Pierwszy dzień wyjazdu, na który tak bardzo czekałem, mija w przeważającej części pod znakiem podróży i przesiadek. Upajam się widokami przesuwającymi sie za oknem autokaru. Uwielbiam to uczucie na początku wyjazdu, gdy jeszcze wszystko przede mną. Do pokonania trasa z Bielska-Białej do Grybowa, więc czasu na kontemplowanie jest dość. Do Grybowa dojeżdżam zaawansowanym popołudniem. Wysiadam na przystanku PKS, który nawet mini-dworcem nazwać nie można. Pora odnaleźć lokalizację wcześniej upatrzonej kwatery. Idzie mi kiepsko, ale włączam Google Maps i wbijam adres. Sygnał GPS w komórce jakoś nie spieszy się pojawić, więc idę nieco “na czuja”. Dochodząc po kilkunastu minutach na miejsce z zaniepokojeniem spoglądam na jednolitą zasłonę z chmur. To nie wróży nic dobrego. I mam rację. Wieczorny kapuśniaczek przechodzi powoli w regularny opad przed którym zdążyłem obrócić jeszcze do pobliskiego sklepu. Plus, że jest ciepło, ale nie duszno, bo to zapowiadałoby burzę.

Dzień 3 – Grybów – Wysowa-Zdrój

Dzień 4 – odwrót

18+ 😉