Oby tylko było czyste niebo – pomyślałem otwierając oczy w zimnym niczym zamkowe lochy pokoju. Szybkie śniadanie, ciepła herbata na rozgrzewkę i… muszę zaczekać, aby uregulować należność za nocleg. Nawet mi to na rękę – choć raz mam solidne alibi do niespiesznego wyjścia w trasę. Z zamiarem podejścia do punktu widokowego przy wieży cofam się jeszcze uwiecznić kościół, gdyż wczoraj odpuściłem wieczorne cykanie fotek:

Stąd wypełzłem. Muszę jednak nabrać tempa bo plan jest taki, żeby dojść do Jureczkowej w miarę sprawnie i solidnie wypocząć przed dłuższymi/trudniejszymi etapami:

Z jadalni korzystałem dwukrotnie podczas poprzednich pobytów w Domu Pielgrzyma (serdecznie polecam). Tym razem jednak nie skorzystam …z korzyścią dla pleców (zgodnie z planem = niosę mniej o 2 liofilizaty):

Obchodzę Dom Pielgrzyma i zauważam figurę…

…św. Franciszka z Asyżu, patrona m.in. pokoju, ubogich i zwierząt:

Fragment do poczytania w terenie:

Parę kroków dalej zaczynam szukaj najdalszych obiektów na horyzoncie:

Jednak w tę stronę jest niesamowicie płasko. No to trzeba panoramkę:

Czasem krok w tył więcej wart niż dwa do przodu:

Jeszcze jeden rzut oka w dal spod wieży (na widok z wysokości nie nalegam, bo już patrząc z dołu na drabiny mam „miętkie” nogi):

Warto zajrzeć za ścianę drzew po prawej stronie. W środku kadru – Żytne (505) w kierunku którego idę:

Teraz widać nawet wiatę (którą pominę trzymając się szlaku):

Cofając się do asfaltu mijam urokliwą kapliczkę schowaną pośród drzew:

Pierwszy raz trafiam na otwarte kramiki. Mogłem choć loda wziąć na drogę… ech!:

Nastrajam się pozytywnie nowymi kierunkowskazami:

Idąc traktem wśród zabudowań mijam takiego blond-zwierza:

Ile ja bym dał ażeby w takiej miejscówie przenocować zamiast w grubych, zimnych murach:

Asfalt mnie się gdzieś pod butami skończył, co cieszy niezmiernie (tym bardziej że na „drugie śniadanie” podano wykwintne widoki):

Ścieżką po lewej przeturlam się obok wierzchołka:

Panoramę ogarniam jeszcze nieco szerszym okiem kamerki i ruszam w górę:

Podchodząc wyraźną drogą mijam odbicie w lewo na trawiasty odcinek z drugiej strony linii drzew. Cofam się może ze 20 metrów w dół i dostrzegam stary i mocno wytarty znak odbicia (czemu nikt tu nie poprawia oznakowania przez tyle lat?!). Stąd widzę tyczkę ze znakiem, więc strona dobra. Nieco wyżej na ostatnim wybitnym drzewie dostrzegam kolejny znak szlaku (kontynuując podejście drogą biegnącą z lewej strony linii drzew na pewno bym go nie dojrzał). Trzymając się linii wyznaczanej przez kolejne samotne drzewa staram się dojrzeć kolejne znaki, ale na próżno. Na jednym z drzewek jest znak, ale widoczny tylko z przeciwnego kierunku (kiepski żart znakarza). Udaje mi się jednak w końcu przeciąć bardziej widoczną drogę, którą odtąd szlak prowadzi dalej:

Odwracając się za siebie zachodzę w głowę która połowa kadru stanowi o uroku tego pejzażu:

W kierunku marszu mam ja zejście do Paportna oraz, na drugim planie – masyw Suchego Obycza i zapewne Połoninki Arłamowskie (ale od zalesionej strony):

Myślę sobie tylko żeby z tych „bałwanków” deszcz dzisiaj nie poleciał:

Panorama być musi… z tyczką:

Mokry sen pejzażysty:

Zoomuję w kierunku Połoninek Arłamowskich i wolno opadam do Paportna:

Wierzchołka z wiatą stąd nie widać, ale widok na łąki i niebo nadal przedni. Cieszę oko i matrycę – całe piękno w nie pochwycę:

W lewo zwrot i już widzę ogrodzenie cmentarza:

Parę kroków dalej zagrało światło – nie mogłem się oprzeć kolejnemu wciśnięciu spustu migawki:

Wejście mnie zaprasza… tym razem decyduję się na zwiedzanie, bo trawy znośnie niskie:

Krótki spacer zastanymi ścieżkami wokół nagrobków, chwila zadumy i modlitwy za dusze tu pochowanych… Opuszczam to miejsce, bo nie chcę długo o tym rozmyślać – opuszczone wsie mają zazwyczaj dość ciężką historię, a ja szukam psychicznego resetu w wędrówce. Kieruję zatem myśli na wcześniej obrane tory:

Jeszcze tylko biegnę wzrokiem wzdłuż linii wyznaczanej słupami wyrastającymi z morza zieleni. Parę kroków dalej staję w miejscu, w którym ścieżka podchodzi najbliżej granicy z Ukrainą, po czym skręca w prawo. Dość długo idę prostymi odcinkami nie mogąc doczekać się zakrętów przed kulminacją:

Czekał mnie teraz dość nużący odcinek – prosta, dobrze utrzymana droga. Zdecydowanie wolę bardziej zróżnicowany teren (nawet gdy jest trudny orientacyjnie). Sytuację ratuje brak upału i możliwość delektowania się ciszą oraz bliskim widokiem lesistej ściany Połoninek Arłamowskich po lewej stronie. Dochodząc do serpentyn napotykam ambonę, która zdaje się patrzeć na mnie niczym ent ze Śródziemia:

W miejscu kulminacji robię krótki postój na przekąskę z popitką i ruszam dalej. Spotykam pierwszych spacerowiczów z Arłamowa, którym odradzam spacer z dziećmi do Kalwarii Pacławskiej (nie mają ze sobą wody):

Żółty szlak na mapie wydaję się być zacną imprezą (może kiedyś…):

Dostrzegam drzewo jakby wycięte z gry komputerowej lub ułożone z klocków Lego:

Obok taka oto konstrukcja do podziwiania okazu:

Na Przełęczy Pod Jamną (524) odbijam z obrzydliwie ruchliwego asfaltu w prawo i cisnę w kierunku Przełęczy Wecowskiej (532). W poprzednim roku spotkałem tutaj Rafała z youtube’owego kanału Szybkie Podróże (a podczas tegorocznego przejścia również tylko jedną osobę pokonującą niebieski szlak karpacki w całości). Ten odcinek jest wbrew pozorom bardzo przyjemny pomimo asfaltu (aczkolwiek jechałem tu już na rezerwie wody – zrobiłem błąd taktyczny nie korzystając okazji do „zatankowania” w pobliżu skrętu w prawo za Paportnem gdzie słyszałem strumyk):

Wracam na asfalt. Co chwila mija mnie po kilka samochodów. W końcu zaczyna sie ostrzejsze zejście i wytracam wyraźnie wysokość. To oznacza, że Jureczkowa już blisko:

Dotarłem do słynnego już przystanku. Jak widać jakaś ćwierćinteligencja zdewastowała pierwotne malunki:

Nie ma co siedzieć przy ruchliwej drodze – uciekam zatem zameldować się w agroturystyce. W planach na popołudnie mam kolejno: pranie, wycieczkę do sklepu oraz niepotrzebnie opóźnione wykorzystanie drona (sklep odpuściłem, bo zbyt niepewny – ostatnio pocałowałem przysłowiową klamkę i musiałem dostać się do następnego – w Wojtkowej):

Priorytetowo uskuteczniłem pranie, aby wykorzystać 3-4 godziny mocniejszych promieni celem wysuszenia. Dzięki wspaniałym gospodarzom agroturystyki „U Małgorzaty” miałem możliwość skorzystania nawet z pralki (gościłem tu już trzeci raz i za każdym razem niezwykle miło wspominam pobyt – rzadko można spotkać się z taką serdecznością):

Na deser polecam jeszcze unikatową panoramę dookólną (jedną z kilku na trasie) oraz poniższe dwie częściowe panoramy z ptasiej perspektywy:

Tego jeszcze w Jureczkowej nie grali (a ja zdecydowanie za późno pomyślałem o ujęciach z drona):

Zapraszam na film z wędrówki

Kącik suchych faktów

mapa i profil trasy

trasa w liczbach

  • 22,25 km

    dystans

  • 372 m

    suma podejść

  • 384 m

    suma zejść